środa, 21 sierpnia 2013

Prolog

Prolog

Muzyka: Adele - Skyfall (http://www.youtube.com/watch?v=Cs2_Ws0G45w)


,,Śmierć jest straszna, bo kończy wszystko''.


Autor nieznany




,,Bo to zaprawdę już koniec
To ten właśnie moment wyśniłam tonąc
W zaległych zobowiązaniach niespłacona i spóźniona
Im poddana i przez nich ubezwłasnowolniona''
Adele – Skyfall (tłumaczenie)


Snajper czekał na dachu budynku na swój cel od okoła godziny. Jednak nie pojawiał się on.
Był zdeterminowany. Wiedział, że musiał ją zabić. Podjął się zadania i trzeba było je wykonać.
W ręku trzymał swój pistolet z długą rufą. Wykonany z metalu, zimny, choć letnia noc miała ciepły wietrzyk.
Sprawdził jeszcze raz, czy miał dobry cel na chodnik. Tym razem im się nie wywinie. Skoro nie chciała tego oddać, to za to zapłaci. Najwyższą stawkę.
Wtedy dostrzegł czarne włosy. To musiała być ona. Na pewno.
Nie mógł sobie pozwolić na pomyłkę. Nie tym razem.
Jednym, płynnym ruchem odblokował pistolet.
Nacisnął spust.
Rozległ się głuchy strzał.
Wystrzał był tak silny, iż mężczyzna z trudem utrzymał się na nogach.
Wystraszony spojrzał w dół. Udało mu się? Czy tym razem znowu uniknęła śmierci?
W odpowiedzi na chodniku ujrzał leżącą postać.
Uśmiechnął się z satysfakcją.
Szef go nagrodzi.
* * * * * * * *


Czarnowłosa kobieta szła szybko po opuszczonych ulicach. Gwiazdy tańczyły na nocnym niebie, a latarnie uliczne rzucały słabe, żółtawe światło na szary, nierówny chodnik.
Po tej osobnicze dało się dostrzec zdenerwowanie – przygryzała dolną wargę i co chwila się odwracała, jakby chciała sprawdzić, że nikt jej nie śledzi.
Po chwili, lecz wyraźnie się rozluźniła i zaczęła nucić pioseneczkę.
Nie słyszała nic oprócz swojego śpiewu. Dopóki do jej uszu nie dopadł huk.
Nawet ona nie zdążyła się cofnąć, uciec, schylić. Kula była zbyt szybka.
Nagle nieludzkie palenie w klatce piersiowej sprawiło, że zabrakło jej tchu. Przed oczami pojawiły się mroczki.
Upadła, raniąc sobie plecy.
Ból po sekundzie minął.
A ostatnią rzeczą jaką widziała było krwistoczerwone niebo.
A potem ciemność.


* * * * * * * *


Pogrzeb Ariel Whitney odbył się w poniedziałek.
Został on przeprowadzony w rodzinnym kościółku na przedmieściach. Świątynia była mała, ale piękna. Wykonana z marmurowej posadzki i kremowych ścian działała uspokajająco. Potężne kolumny utrzymujące budowle przykuwały wzrok, a kolorowe witraże błyszczały w świetle porannych promieni słońca. Jednak biskup uważał, że i tak najbardziej urodziwą rzeczą w tym Domu Bożym były stare, gotyckie drzwi oraz złote świeczniki.
Ale dziś wyjątkowo nikt nie zwracał uwagi na te rzeczy. Teraz każdy wzbijał się na palcach, aby choć ostatni raz ujrzeć panią Ariel. W innych okolicznościach byłoby to zrozumiałe - należała ona do kobiet bardzo urodziwych. Miała długie, ciemne loki, zarumienione policzki i lśniące oczy.
Jednak to nie uroda sprawiła, że tłumy zebrały się przed Kościołem. Wszyscy chcieli oczywiście pomodlić się za panią Ariel, ale także złożyć jej rodzinie kondolencje.
Pan Whitney, wysoki mężczyzna o brązowych włosach i szarych oczach, patrzył z niedowierzaniem na swoją żonę leżącą w drewnianej trumnie. Dalej nie mógł w to uwierzyć. Powiedziała przecież, że wyjedzie w sprawach służbowych tylko na tydzień. Potem mieli razem pojechać z Nessą do parku wodnego.
Na wpół z czułością, na wpół z rozgoryczeniem spojrzał na swoją małą, bo zaledwie sześcioletnią córkę. Tak, była podobna do mamy. Nawet bardzo. Posiadała te same czarne włosy, wysokie kości policzkowe oraz pełne usta i miękkie rysy. Tylko oczy miała burzowo szare.
Jonathan Whitney zdawał sobie, lecz sprawę, że choć z wyglądu były identyczne, to z charakteru nie. Vanessa miała jego pewność siebie i charyzmę. Do tego zawsze była opanowana, nigdy się nie rumieniła. Nie to co Ariel.
Najdziwniejsze jednak okazało się to, że choć dziewczynka dalej należała do grona ,,dzieci'' to inteligencją umiała przewyższyć nawet go. Była spostrzegawcza, sprytna i bystra.
Według niego nawet zbyt.
W tej chwili znajdowała się niedaleko w czarnej sukience. W przeciwieństwie do niego i reszty nie płakała. Zawsze powiadała ,,co się stało, to się nie odstanie, więc po co płakać nad rozlanym mlekiem?'' Tym razem też zastosowała się do tego powiedzenia i nie uroniła ani jednej łzy. Stała natomiast z zaciśniętymi piąstkami i ze zrozumieniem w oczach wpatrywała się w swoją już nieżywą rodzicielkę.
Jak by się tego spodziewała.
Jonathan poczuł irracjonalną złość na córkę.
Pierwszy raz musiał odwrócić wzrok od swojej pociechy.
Nie mógł na nią patrzeć.
Już nie.


* * * * * * * *


Vanessa Whitnay nienawidziła być smutna.
Te uczucie większość uważało za zwyczajne. Każdy nie mógł się tylko cieszyć, zawsze przecież pozostawała druga strona medalu. Cierpienie.
Ale Nessa go nie uznawała. Uważała, że te odczucie należy do ludzkich słabości. Kierowało innymi. Sprawiało, że na świecie było więcej morderstw, samobójstw.
Ona sama czuła do gehenny niechęć, wręcz nienawiść. Nie rozumiała, dlaczego inni dawali sobą pomiatać przez to uczucie. Równie dobrze ludzie mogli tak jak ona udawać, że nie istnieje i nie szlochać. Z niezadowoleniem zauważyła, że jej tatuś płacze. Po co? To nie przywróci życia mamusi. A mama by raczej wolała, żeby byli dzielni.
Czarnowłosa ze zmrużonymi oczami spojrzała w stronę trumny. Prosta, bez żadnych krzykliwych ozdobień. Leżała w niej niska kobieta z okrągłą twarzyczką i czarnymi włosami upiętymi w kok. Jej opalona skóra wydawała się dziwnie szarawa, a usta były delikatnie rozchylone. Wyglądała jakby spała.
Nessa pomyślała, że gdyby nie wiedziała, że została ona przez przypadek zastrzelona przez gangsterów możliwe, iż naprawdę by spodziewała się, że jej mama za chwilę się obudzi z objęć Morfeusza.
Jedyna rzecz, która ją niepokoiła to to, dlaczego wyszła o drugiej nad ranem z domu? Gdyby tego nie zrobiła, pływaliby właśnie w basenach i się śmieli. Czy ktoś ją do tego namówił? I czy na pewno to wszystko było wypadkiem?


Nawet nie wiedziała jak była blisko prawdy... .


* * * * * * * *
Kiedy ujrzał Vanessę, gdy wychodziła z domu modlitwy przez przyciemnianą szybę w samochodzie, przeraził się. Pomyślał, że to Aria – wstała z grobu i przyszła się zemścić. Dopiero jak dojrzał oczy dziewczynki uspokoił się.
Aria, a naprawdę Arlena nie żyje. Zabił ją najlepszy. Zdradziła ich. Zasługiwała na tortury, a nie na taką miłą śmierć! Jedyną pociechą było to, że to koniec ich problemów.
Ale wtedy jak patrzył na prawdopodobnie jej córkę nie był taki pewien, czy na pewno wszystko już będzie w porządku... .