Prolog
,,Śmierć jest straszna, bo kończy
wszystko''.
Autor nieznany
,,Bo to zaprawdę już koniec
To ten właśnie moment wyśniłam tonąc
W zaległych zobowiązaniach niespłacona i spóźniona
Im poddana i przez nich ubezwłasnowolniona''
To ten właśnie moment wyśniłam tonąc
W zaległych zobowiązaniach niespłacona i spóźniona
Im poddana i przez nich ubezwłasnowolniona''
Adele – Skyfall (tłumaczenie)
Snajper czekał na dachu budynku na swój cel od okoła
godziny. Jednak nie pojawiał się on.
Był zdeterminowany. Wiedział, że musiał ją zabić.
Podjął się zadania i trzeba było je wykonać.
W ręku trzymał swój pistolet z długą rufą.
Wykonany z metalu, zimny, choć letnia noc miała ciepły wietrzyk.
Sprawdził jeszcze raz, czy miał dobry cel na chodnik.
Tym razem im się nie wywinie. Skoro nie chciała tego oddać, to za
to zapłaci. Najwyższą stawkę.
Wtedy dostrzegł czarne włosy. To musiała być ona.
Na pewno.
Nie mógł sobie pozwolić na pomyłkę. Nie tym razem.
Jednym, płynnym ruchem odblokował pistolet.
Nacisnął spust.
Rozległ się głuchy strzał.
Wystrzał był tak silny, iż mężczyzna z trudem
utrzymał się na nogach.
Wystraszony spojrzał w dół. Udało mu się? Czy tym
razem znowu uniknęła śmierci?
W odpowiedzi na chodniku ujrzał leżącą postać.
Uśmiechnął się z satysfakcją.
Szef go nagrodzi.
* * * * * * * *
Czarnowłosa kobieta szła szybko po opuszczonych
ulicach. Gwiazdy tańczyły na nocnym niebie, a latarnie uliczne
rzucały słabe, żółtawe światło na szary, nierówny chodnik.
Po tej osobnicze dało się dostrzec zdenerwowanie –
przygryzała dolną wargę i co chwila się odwracała, jakby chciała
sprawdzić, że nikt jej nie śledzi.
Po chwili, lecz wyraźnie się rozluźniła i zaczęła
nucić pioseneczkę.
Nie słyszała nic oprócz swojego śpiewu. Dopóki do
jej uszu nie dopadł huk.
Nawet ona nie zdążyła się cofnąć, uciec, schylić.
Kula była zbyt szybka.
Nagle nieludzkie palenie w klatce piersiowej sprawiło,
że zabrakło jej tchu. Przed oczami pojawiły się mroczki.
Upadła, raniąc sobie plecy.
Ból po sekundzie minął.
A ostatnią rzeczą jaką widziała było
krwistoczerwone niebo.
A potem ciemność.
* * * * * * * *
Pogrzeb
Ariel Whitney odbył się w poniedziałek.
Został
on przeprowadzony w rodzinnym kościółku na przedmieściach.
Świątynia była mała, ale piękna. Wykonana z marmurowej posadzki
i kremowych ścian działała uspokajająco. Potężne kolumny
utrzymujące budowle przykuwały wzrok, a kolorowe witraże
błyszczały w świetle porannych promieni słońca. Jednak biskup
uważał, że i tak najbardziej urodziwą rzeczą w tym Domu Bożym
były stare, gotyckie drzwi oraz złote świeczniki.
Ale
dziś wyjątkowo nikt nie zwracał uwagi na te rzeczy. Teraz każdy
wzbijał się na palcach, aby choć ostatni raz ujrzeć panią Ariel.
W innych okolicznościach byłoby to zrozumiałe - należała ona do
kobiet bardzo urodziwych. Miała długie, ciemne loki, zarumienione
policzki i lśniące oczy.
Jednak
to nie uroda sprawiła, że tłumy zebrały się przed Kościołem.
Wszyscy chcieli oczywiście pomodlić się za panią Ariel, ale także
złożyć jej rodzinie kondolencje.
Pan
Whitney, wysoki mężczyzna o brązowych włosach i szarych oczach,
patrzył z niedowierzaniem na swoją żonę leżącą w drewnianej
trumnie. Dalej nie mógł w to uwierzyć. Powiedziała przecież, że
wyjedzie w sprawach służbowych tylko na tydzień. Potem mieli razem
pojechać z Nessą do parku wodnego.
Na wpół
z czułością, na wpół z rozgoryczeniem spojrzał na swoją małą,
bo zaledwie sześcioletnią córkę. Tak, była podobna do mamy.
Nawet bardzo. Posiadała te same czarne włosy, wysokie kości
policzkowe oraz pełne usta i miękkie rysy. Tylko oczy miała
burzowo szare.
Jonathan
Whitney zdawał sobie, lecz sprawę, że choć z wyglądu były
identyczne, to z charakteru nie. Vanessa miała jego pewność siebie
i charyzmę. Do tego zawsze była opanowana, nigdy się nie
rumieniła. Nie to co Ariel.
Najdziwniejsze
jednak okazało się to, że choć dziewczynka dalej należała do
grona ,,dzieci'' to inteligencją umiała przewyższyć nawet go.
Była spostrzegawcza, sprytna i bystra.
Według
niego nawet zbyt.
W tej
chwili znajdowała się niedaleko w czarnej sukience. W
przeciwieństwie do niego i reszty nie płakała. Zawsze powiadała
,,co się stało, to się nie odstanie, więc po co płakać nad
rozlanym mlekiem?'' Tym razem też zastosowała się do tego
powiedzenia i nie uroniła ani jednej łzy. Stała natomiast z
zaciśniętymi piąstkami i ze zrozumieniem w oczach wpatrywała się
w swoją już nieżywą rodzicielkę.
Jak by
się tego spodziewała.
Jonathan
poczuł irracjonalną złość na córkę.
Pierwszy
raz musiał odwrócić wzrok od swojej pociechy.
Nie
mógł na nią patrzeć.
Już
nie.
* * *
* * * * *
Vanessa
Whitnay nienawidziła być smutna.
Te
uczucie większość uważało za zwyczajne. Każdy nie mógł się
tylko cieszyć, zawsze przecież pozostawała druga strona medalu.
Cierpienie.
Ale
Nessa go nie uznawała. Uważała, że te odczucie należy do
ludzkich słabości. Kierowało innymi. Sprawiało, że na świecie
było więcej morderstw, samobójstw.
Ona
sama czuła do gehenny niechęć, wręcz nienawiść. Nie rozumiała,
dlaczego inni dawali sobą pomiatać przez to uczucie. Równie dobrze
ludzie mogli tak jak ona udawać, że nie istnieje i nie szlochać. Z
niezadowoleniem zauważyła, że jej tatuś płacze. Po co? To nie
przywróci życia mamusi. A mama by raczej wolała, żeby byli
dzielni.
Czarnowłosa
ze zmrużonymi oczami spojrzała w stronę trumny. Prosta, bez żadnych
krzykliwych ozdobień. Leżała w niej niska kobieta z okrągłą
twarzyczką i czarnymi włosami upiętymi w kok. Jej opalona skóra
wydawała się dziwnie szarawa, a usta były delikatnie rozchylone.
Wyglądała jakby spała.
Nessa
pomyślała, że gdyby nie wiedziała, że została ona przez
przypadek zastrzelona przez gangsterów możliwe, iż naprawdę by
spodziewała się, że jej mama za chwilę się obudzi z objęć
Morfeusza.
Jedyna
rzecz, która ją niepokoiła to to, dlaczego wyszła o drugiej nad
ranem z domu? Gdyby tego nie zrobiła, pływaliby właśnie w
basenach i się śmieli. Czy ktoś ją do tego namówił? I czy na
pewno to wszystko było wypadkiem?
Nawet
nie wiedziała jak była blisko prawdy... .
* * *
* * * * *
Kiedy
ujrzał Vanessę, gdy wychodziła z domu modlitwy przez przyciemnianą
szybę w samochodzie, przeraził się. Pomyślał, że to Aria –
wstała z grobu i przyszła się zemścić. Dopiero jak dojrzał oczy
dziewczynki uspokoił się.
Aria, a
naprawdę Arlena nie żyje. Zabił ją najlepszy. Zdradziła ich.
Zasługiwała na tortury, a nie na taką miłą śmierć! Jedyną
pociechą było to, że to koniec ich problemów.
Ale
wtedy jak patrzył na prawdopodobnie jej córkę nie był taki
pewien, czy na pewno wszystko już będzie w porządku... .